Chciałabym Wam opowiedzieć moją historię mając przy tym ogrom nadziei na to, że przyczyni się do czegoś dobrego i może nawet uratuje komuś życie.
Urodziłam się w 1989 roku. Lat mam obecnie 33. Do 2014 roku w sumie to nie działo się nic ciekawego ale wtedy, we wrześniu przyszedł na świat mój ukochany syn Jakub. Sielanka długo nie trwała bo w 2016 roku byłam już po rozwodzie. Przeprowadziłam się do wynajętego mieszkania a opieka nad synkiem była naprzemienna (tydzień był ze mną, tydzień z ojcem). Takim sposobem minęły jakieś 2 lata a ja w pracy poznałam świetnego faceta. Po jakimś czasie, tyci lepszym poznaniu się miałam wrażenie, że on jest niczym spełnienie marzeń małej dziewczynki o rycerzu na białym rumaku. W ciągu 3 miesięcy przeżyłam z nim więcej niż przez 10 lat małżeństwa. Byłam w niebie. Zakochałam się i czułam się kochana, czułam się ważna. Zamieszkaliśmy razem. Nie było na świecie szczęśliwszej kobiety ode mnie. Sprawy potoczyły się tak, że on musiał wyjechać za granicę do pracy. Płakałam w każdą niedzielę, w którą musiał jechać ale jego powroty rekompensowały wszystko. W tygodniu byliśmy rozdzieleni ale każdą wolną chwilę spędzaliśmy na telefonach do siebie.
Pod jego nieobecność wypadł Dzień Kobiet. Kurier przyniósł mi pod drzwi przepiękne kwiaty. Po pracy umówiłam się z koleżankami na drinka. W trakcie mojego szykowania się do wyjścia z dziewczynami on zadzwonił do mnie na video. Widziałam po jego minie, że jest poddenerwowany. Okazało się, że powodem jego złości jest to, że wychodzę z domu, że zakładam sukienkę, że robię to bez niego. Kazał mi obiecać, że wrócę do domu przed 23 a on zadzwoni to sprawdzić. Wtedy jeszcze byłam zupełnie nieświadoma tego, że takie zachowanie jest manipulacją a manipulacja jest przemocą. Pomyślałam sobie, że to nawet fajnie, że jest taki zazdrosny bo bardzo mu zależy. Jednak teraz wiem, że to nic bardziej mylnego. To była pierwsza sytuacja, po której zakończyłabym taką relację gdybym tylko wtedy miała tą wiedzę, która mam teraz.
Po kilku miesiącach pracy za granicą udało mu się wrócić na stałe do domu. Czas, który spędzaliśmy razem był po prostu magiczny. Nigdy dotąd nie byłam tak szczęśliwa. Tego szczęścia nie da się opisać słowami.
Ale w życiu jak to w życiu, nie może być za pięknie. Któregoś wieczoru szybko zasnął a na jego telefon zaczęła przychodzić masa powiadomień z kilku aplikacji randkowych. Serce pękło mi na milion kawałków. Sama pozakładałam te aplikacje na jakieś fałszywe dane, żeby zobaczyć jego profile. Pisał tam, że szuka przygody, wstawiał zdjęcia swoich tatuaży. To był dla mnie arcymocny cios. Kiedy tylko otworzył oczy poprosiłam o wyjaśnienia. Zaczął się śmiać i tłumaczyć, że pozakładał te konta bo jego kuzyn chciał sprawdzić czy nie znajdzie tam czasem swojej żony bo przechodzili gorszy czas. Szybko to pokasował. Ja, wtedy jeszcze głupia i naiwna uwierzyłam.
Na początku lata okazało się że jestem z nim w ciąży. Płakał ze szczęścia. Kilka tygodni później oświadczył mi się. Byłam bardzo szczęśliwa. Ciążę jednak znosiłam bardzo źle, od samego początku była zagrożona. Mojego rycerza chyba to przerosło. Każdy weekend spędzał poza domem a jak wracał to odsypiał. Przestał pomagać mi w czymkolwiek. Absolutnie żaden z obowiązków domowych nie mógł spaść na jego barki bo kończyło się to awanturą i wyzwiskami. Z zagrożoną ciążą musiałam wnosić zakupy i znosić śmieci z 4 piętra. Wrzeszczał, że jestem do niczego, że tak fatalnej baby jeszcze w życiu nie widział. Po paru godzinach przychodził z bukietem kwiatów, przepraszał, płakał mówiąc że nie wie co mu odbija, że kocha mnie i dzieci ponad wszystko. Myślałam, że pewnie stresuje się tym wszystkim dookoła i wybucha byle na co. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to typowy mechanizm przemocy. Wszystko wracało do normy, a nawet ponad normę. Nosił mnie na rękach.
Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Wybieraliśmy się do moich rodziców. Poprosili nas o przygotowanie karpia. Karp pływał w brodziku. Rycerz dostał telefon od kolegi, żeby się spotkać w barze. Poprosiłam go by został, bo nie dam rady sama zabić i pokroić karpia. Zaczął wrzeszczeć, wyzywać. Stanęłam w drzwiach żeby jakoś go namówić do zostania w domu. Byłam już w 8 miesiącu ciąży. Szarpnął mnie za rękę, tak bym odsunęła się od drzwi. Rzucił mną na kanapę a na mnie rzucił jeszcze choinkę i wyszedł. Wrócił nad ranem. Na kolanach prosił żebym wybaczyła, na wszystko przysięgał, że nigdy więcej się to nie powtórzy. Po dłuższej rozmowie- uwierzyłam.
Został tydzień do porodu. Cesarka była zaplanowana. Mój rycerz zapytał czy będę miała coś przeciwko jeśli pójdzie z kumplami na piwo bo ja i tak pakowałam rzeczy z koleżanką. Poszedł. Nie odbierał telefonu. Zostawił włączony laptop i zalogowanego messengera, z którego wynikało, że noc spędził z koleżanką a nie kumplami. Wrócił rano ale nie otworzyłam mu drzwi. Godzinami stał na klatce. Telefon nie przestawał dzwonić. Poród był co raz bliżej. Bałam się tego. Bałam się być tam sama. Kolejny raz uwierzyłam w jego obietnice. Nie na długo. Po powrocie do domu miałam jeszcze szwy na brzuchu. Byłam osłabiona, bardzo mocno zmęczona. Zasnęłam na siedząco na łóżku. Córka ze swojego łóżeczka zaczęła płakać. Tym razem jej płacz mnie nie obudził. Mój rycerz skopał mnie z łóżka na podłogę. Krzyczał, że jak tak dalej pójdzie to mi odbiorą dzieci bo nie umiem się nimi zająć. Szwy się rozeszły a ja nie miałam jak pojechać do szpitala żeby to naprawili. Byłam przerażona. Wieczorem, składając ciuchy do szafki, rozpłakałam się. Rycerz to usłyszał. Wziął telefon i zaczął nagrywać mówiąc „o patrzcie patrzcie matka roku, histeryczka pierdolona” i jeszcze gorzej. Wrzeszczał żebym się zamknęła, że ten filmik zaraz obleci wszystkich znajomych.
W pewną wiosenną sobotę chcieliśmy wybrać się na spacer z dziećmi, w czwórkę. Naszykowałam wszystko co trzeba i poprosiłam „narzeczonego” aby pomógł ubrać starszemu synkowi buty bo ja ubieram małą. Wściekły wstał z kanapy, wykrzykiwał „co z ciebie za matka, że nie może dziecku pomóc, jesteś zerem, nikim, ścierwem”. Wyszłam wtedy z dziećmi sama na spacer. Pod wieczór przyjechali moi rodzice, chcieli zabrać dzieci do siebie na noc. Zgodziłam się. Narzeczony zaczął szykować się do wyjścia więc zaproponowałam abyśmy razem spędzili ten czas. Chcąc się do niego przytulić zostałam odepchnięta. Upadłam na podłogę a on przechodząc obok kopnął mnie w głowę. Długo mi dzwoniło w uszach. W tym momencie zaczęło do mnie docierać, że to może już nigdy się nie zmienić. Powiedziałam mu, że nie będę tego znosić, że nie chcę tak żyć. Usłyszałam to „masz dwójkę dzieci, każdego ma innego ojca, jesteś na mnie skazana bo nikt inny cię nie zechce także nie marudź”.
To był totalny rollercoaater. Zaczynając od zdrad, których ja byłam przyczyną bo nie czuł się przy mnie doceniony więc szukał tego czegoś u innych kobiet. Rozsyłał swojego penisa dosłownie wszędzie, nie ominął żadnej. Kończąc na przemocy fizycznej. Na klatce schodowej zepchnął mnie ze schodów. Złamałam wtedy żebro. Innym razem ze schodów zjechałam całym ciałem, całą prawą stronę miałam w siniakach. Na dole schodów złapał mnie za włosy i w ten sposób przeniósł kilka metrów dalej mówiąc, że jestem niezdarna.
Nie zliczę ile razy wyrzucał mnie z domu ale przy jednej z takich okazji wylał na mnie brudną wodę po myciu podłogi i wystawił za drzwi. Zabrał mi wtedy też telefon, z którego przelał sobie wszystkie pieniądze. Wróciłam bo niezapowiedzianie przyjechał jego ojciec. Miałam udawać, że jest wszystko dobrze.
Mimo tego, że to ja byłam zdradzana na każdym kroku to nieustannie mi była zarzucana niewierność. Wyzwiska typu: kurwa, dziwka, szmata, szmatławiec itd były już na porządku dziennym. Mój telefon był kontrolowany cały czas. Kiedy nie chciałam podać kodu PIN do odblokowania wykręcał mi ręce, palce tak żeby odblokować telefon odciskiem palca.
W którąś listopadową sobotę po posprzątaniu całego mieszkania chciałam pójść się wykąpać. Kiedy tylko odkręciłam wodę usłyszałam walenie pięścią w drzwi. On krzyczał, że jest godzina 12, że to nie jest pora na mycie się, że mnie już całkiem popierdoliło i mam wypierdalać z łazienki bo on jest głodny. Kazał otwierać drzwi grożąc że zaraz je wyważy. Naga otworzyłam drzwi po czym uderzył mnie otwartą dłonią w twarz. Upadłam. Leciała mi krew z nosa. Kiedy chciałam się podnieść kopał mnie w brzuch. Moja półroczna córka i 5 letni syn byli wtedy w pokoju obok. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy mojego syna, tego jak bardzo się bał. Wtedy już wiedziałam co muszę zrobić. Bardzo żałuję, że stało się to tak późno, że tak późno zmądrzałam. Przede wszystkim jestem mamą, moim obowiązkiem jest zapewnić dzieciom poczucie bezpieczeństwa. Zawiodłam. Takich błędów samemu sobie nie wybacza się nigdy.
Zgłosiłam sprawę na policję. Partner został wyprowadzony z domu i zatrzymany na 72h. Po tym czasie odbyła się jakaś sprawa w sądzie w kwestii aresztu 3 miesięcznego. Niestety sąd uznał, że nie ma takiej potrzeby. Został nałożony zakaz zbliżania i kontaktowania się oraz nakaz opuszczenia mieszkania. Dwa miesiące po tym przyszedł do mnie. Prosił by mógł zobaczyć córkę i o rozmowę. W rozmowie prosił o kolejną szansę a jak odmówiłam to zabrał z kuchni nóż i okaleczył sobie łydki i przedramiona. Mówił, że skoro go nie chce to on nie ma po co żyć, żebym pozwoliła mu naprawić to co zepsuł, zapewniał, że dopiero teraz zrozumiał co wyczyniał i żebym dała szansę to udowodnić. Dla dzieci, dla nas. Zgodziłam się. Po dwóch tygodniach zobaczył na moim telefonie, nieodebrane połączenie od sąsiada. Zaczął mnie wyzywać, krzyczeć. Chciałam uciekać. Oblał mi dłoń wrzątkiem z czajnika.
Nie wiem co by teraz było z moimi dziećmi i ze mną gdyby nie tamto pełne strachu spojrzenie mojego syna.
Przemoc psychiczna jest długotrwałym procesem, którego tak naprawdę nie widać. Nikt kto nie doświadczył takich toksycznych manipulacji nie zrozumie osób które pozostają w przemocowych związkach.
Wiele osób pozostaje w takich relacjach ze względu na wstyd. Ich mózgi są tak bardzo naszprycowane negatywami, że nie są w stanie racjonalnie myśleć i wstydzą się przyznać, że w ich życiu dzieje się coś złego. Niekiedy latami ofiary mają wmawiane, że są beznadziejne. Same w to wierzą dlatego obdarte z poczucia jakichkolwiek własnych wartości boją się, wstydzą poprosić o pomoc bo same są przekonane, że mają to na co zasługują bo są do niczego. Myślą, że zostaną tak odbrane przez wszystkich innych ludzi. To błąd.
TO NIE TWÓJ WSTYD!